Ucz się z nami fotografować

Jak używać filtrów połówkowych szarych, a jak ich nie używać

Jak używać filtrów połówkowych szarych

Użycie filtra połówkowego szarego wydawałoby się proste: wystarczy umieścić go przed obiektywem, ciemniejszą połówką zasłaniając jaśniejszą część kadru, i już całe zdjęcie będzie poprawnie naświetlone. Niestety, zwykle okazuje się później na gotowym zdjęciu, że wcale nie jest tak dobrze jak się wydawało. W tym artykule opowiemy, jak używać filtrów połówkowych szarych, żeby rzeczywiście pomogły w fotografowaniu. Przy okazji dowiesz się też, jak ich nie używać.



Główny problem: nierówny horyzont

Może to zabrzmi dziwacznie, ale w używaniu filtrów połówkowych szarych największym problemem jest to, że realny świat nie jest do nich dopasowany. Przejście pomiędzy obszarem szarym (czyli przyciemnionym) filtra, a jego częścią przezroczystą może być miękkie albo twarde, ale zawsze przebiega po linii prostej: pół filtra jasne, pół ciemne. A tymczasem w rzeczywistości rzadko mamy do czynienia z idealnie równym horyzontem, do którego by takie zabarwienie filtra pasowało. A to jakieś drzewo wystaje, a to wzgórze lub wieża, ba – nawet na pustyni są wydmy czy skały, które horyzont zaburzają. I co wtedy? Niestety, na zdjęciu widać wtedy dość brzydko że w użyciu był filtr szary połówkowy, i że nie pasował do krajobrazu: dół zdjęcia będzie zapewne trochę ciemniejszy niż niebo, co jest akurat pożądane, ale wystająca na niebo część drzewa / wzgórza / wieży (niepotrzebne skreślić) powyżej pewnej wysokości robi się czarna. Wygląda to brzydko i nienaturalnie, bo niby dlaczego szczyt wzgórza miałby być ciemniejszy niż jego podstawa?

Po lewej bez filtra, po prawej z filtrem. Niebo wygląda po prawej dobrze, ale drzewa na horyzoncie i szczyt wzgórza są czarne

Jak poprawić zdjęcie z filtrem połówkowym?

Teoretycznie, da się w postprodukcji rozjaśnić taki wystający element, ale w praktyce zrobienie tego dobrze jest trudne, a czasem wręcz niemożliwe. Po pierwsze, trzeba by precyzyjnie zaznaczyć fragment do rozjaśnienia, co jest niełatwe samo w sobie. Po drugie, im ciemniejsze fragmenty zdjęcia, tym większy na nich szum, a szczegółowość i oddanie kolorów – gorsze. Rozjaśniając, nie odzyskamy detali i kolorów takich, jakie zarejestrowałyby się bez filtra, więc otrzymujemy z definicji gorszą jakość. A skoro mamy włożyć tyle pracy i uzyskać gorszą jakość, to po co właściwie kombinować z filtrami, skoro szybciej, łatwiej i skuteczniej otrzymamy pożądany efekt stosując np. technikę HDR? Prawie wszystkie współczesne aparaty (tylko Nikony z serii 3000 się wyłamują z tego zwyczaju) dysponują mechanizmem bracketingu, a nic więcej nie potrzeba.

HDR zamiast filtra połówkowego
Ten sam kadr co wyżej, ale zamiast filtra połówkowego zastosowano technikę HDR. I niebo, i drzewa mają kolor.

Problem drugi: za mały filtr połówkowy szary

Zakładając, że mamy przed sobą krajobraz z prostą linią podziału niebo/ziemia (co niekoniecznie znaczy poziomą – jeśli np. przez całe zdjęcie przebiega ukośna linia wzgórza, to też jest w porządku), musimy już „tylko” umieścić filtr w odpowiednim miejscu. Odpowiednie to takie, żeby przyciemniona część znalazła się dokładnie tam, gdzie powinna, i kończyła się na przejściu między jasnym a ciemnym obszarem. Czyli, przeważnie, między niebem a ziemią. I tu mamy pewien problem. To, że to przejście niekoniecznie będzie w połowie kadru, nie powinno być niespodzianką. Filtr można trzymać w ręku przed obiektywem albo zamocować w specjalnej ramce (holder), a jeśli tylko jest to filtr prostokątny a nie okrągły, można go bez problemu przesuwać wyżej lub niżej – ale tylko do pewnego stopnia. Jeśli niebo zajmuje nam niewielką część kadru, to może się okazać, że podsunięty odpowiednio wysoko filtr kończy nam się u dołu jeszcze w obrębie kadru. Wtedy ryzykujemy, że na zdjęciu będzie widać krawędź szybki w postaci pasa nieostrości albo cienia (zależy jak pada światło i jaki to filtr). Odwrotnie też bywa: gdy nieba jest bardzo dużo, filtra może „zabraknąć” u góry, co po prostu da prześwietlony pas na niebie. Dlatego jeśli już decydujemy się korzystać z filtrów połówkowych szarych, należy się zaopatrzyć w nieco większe niżby to wynikało ze średnicy używanych obiektywów.

filtr połówkowy szary miękki w ramce
Filtr połówkowy szary o bardzo miękkim przejściu, umieszczony w ramce zakładanej na obiektyw.

Problem trzeci: nierówno użyty filtr połówkowy szary

Odpowiednie przesuwanie filtra może też sprawić problem, który wynika już bezpośrednio z widzenia kadru. W aparatach zarówno przez wizjer, jak i na wyświetlaczu widzimy podgląd obrazu przy całkowicie otwartej przysłonie. Dopiero w chwili wykonywania zdjęcia przysłona jest przymykana, a głębia ostrości się zwiększa. Zwykle nie robi nam to szczególnie dużej różnicy – po prostu bierzemy pod uwagę, że na gotowym zdjęciu więcej obiektów będzie ostrych niż na podglądzie. Ale dotyczy to również efektu filtra połówkowego! Przejście ciemne/jasne na gotowym zdjęciu będzie zawsze twardsze, niż się wydaje na podglądzie. No chyba, że ktoś fotografuje krajobrazy przy w pełni otwartej przysłonie.

Typowy problem z użyciem filtra połówkowego szarego: po przymknięciu przysłony przejście okazało się twardsze niż się wydawało, i w dodatku znalazło się niżej niż się spodziewano. Rezultat: pustynia niespodziewanie kończy się czarnym pasem, ponad którym mamy już normalne niebo.
Błąd w użyciu filtra połówkowego szarego

Skutkiem tego złudzenia może być to, że widząc efekt działania filtra przy małej głębi ostrości, źle ocenimy jego umiejscowienie. Gdyby rzeczywiście przejście było tak miękkie, jak się wydaje przed zrobieniem zdjęcia, to pozycja filtra byłaby dobra. Ale skoro jest twardsze, to może się okazać, że znalazło się ono niezupełnie tam gdziebyśmy chcieli – bo z powodu rozmycia nie widzieliśmy wcześniej dokładnie gdzie to przejście wypada. Rezultat: jasny pas tuż nad horyzontem albo bardzo ciemny tuż pod nim. Jedno i drugie wygląda nienaturalnie – właśnie jak błąd w użyciu filtra połówkowego.

Problem czwarty: niewłaściwa moc albo rodzaj filtra

To chyba najczęściej spotykany błąd w użyciu filtrów połówkowych szarych: za mocne filtry. Różnice jasności między niebem a ziemią są często w rzeczywistości mniejsze niż się wydaje. Niebo się wypala i jest całe białe? Bywa, ale to jeszcze nie znaczy, że trzeba użyć najmocniejszego filtra. Jeśli słońce jest nisko i lekko z boku, lub prześwieca przez chmury, to bardzo często różnice jasności są stosunkowo niewielkie, mniejsze niżby się można spodziewać po białym niebie na wyświetlaczu aparatu. Jeśli sięgniemy od razu po bardzo mocny filtr (a może nawet na wszelki wypadek dwa), może się okazać, że na gotowym zdjęciu niebo jest ciemniejsze od ziemi! A tak naprawdę, żeby fotografia wyglądała naturalnie, powinno być od niej o około 1EV jaśniejsze. Tak, jaśniejsze. Naprawdę.

Jedynym wyjątkiem jest dość rzadko spotykane zjawisko pogodowe, polegające na tym, że z jednej strony mamy bardzo ciemną, gęstą, niską chmurę, a z innej strony wyjrzy słońce, które nam oświetla krajobraz, ale nie oświetla tej chmury. To się zdarza, ale nieczęsto, i jest dość łatwe do rozpoznania po specyficznej jakości światła. Z pewnością nie jest to sytuacja fotografowania pod zachodzące czy wschodzące słońce.

Niebo ciemniejsze niż ziemia: burza w Toskanii
Tu nie było żadnego filtra połówkowego; warto zwrócić uwagę na błyszczącą wieżę. Z prawej strony wzeszło słońce, od północy idzie burza.

Dobór niewłaściwego rodzaju filtra również sprawi, że zdjęcie będzie miało nienaturalny rozkład jasności. Filtr o zbyt twardym (lub zbyt miękkim) przejściu sprawi, że przejście nie będzie się odpowiednio pokrywało z układem kadru. Użycie filtra prostego tam, gdzie powinien być odwrotny (reverse) sprawi, że zamiast okolic słońca tuż nad horyzontem, przyciemnimy górę nieba, i tak z natury ciemniejszą. W sąsiednim artykule można przeczytać więcej o rodzajach i doborze filtrów połówkowych szarych.

Skoro tyle jest problemów, to w końcu jak używać filtrów połówkowych szarych?

Odpowiedź krótka: ostrożnie 🙂 Na plenerach daje się zauważyć, że filtry połówkowe szare są często nadużywane. Wiele osób bez zastanowienia zakłada „połówki” zawsze gdy tylko w kadrze znajdzie się niebo… a to błąd. Jeśli fotografujemy w dobrych, „fotograficznych” porach i nie mamy słońca bezpośrednio w kadrze, filtr połówkowy szary jest potrzebny bardzo rzadko. Niebo prawie zawsze powinno być jaśniejsze od ziemi, naprawdę…

Filtr połówkowy szary można trzymać w ręku
Można też darować sobie ramki i holdery, a filtr przytrzymać przed obiektywem palcami.

Po tym wstępnym zastrzeżeniu, pora na konkretne porady praktyczne:

Jasność oceniaj na histogramie, nie na wyświetlaczu

Wyświetlacze nawet w najlepszych aparatach mogą nieco przekłamywać jasność zdjęcia, tym bardziej, że na nasze widzenie ma też wpływ światło otaczające. Bywa, że na wyświetlaczu niebo wygląda na białe (bo np. jasność ekranika jest podkręcona, żeby użytkownik w ogóle coś na nim zobaczył w słońcu), ale tak naprawdę wcale nie jest prześwietlone i nie trzeba żadnego filtra połówkowego szarego. Histogram pokaże, jak jest naprawdę. Jeśli opiera się mocno o prawą stronę wykresu, wtedy rzeczywiście problem istnieje. Jeśli się nie opiera – na niebie zostały zarejestrowane wszystkie przejścia jakie na nim są, nawet jeśli tego w tej chwili nie widzimy.

Przyciemnienie na filtrze powinno mieć kształt odpowiedni do kadru

Filtry o twardym przejściu są odpowiednie przy zupełnie płaskim horyzoncie, takim jak np. nad morzem. Filtry o miękkim przejściu mają większą tolerancję: łatwiej wybaczają nie do końca równy horyzont. Te ostatnie są też z tego powodu łatwiejsze w użyciu: nawet gdy nie do końca dobrze trafimy z umiejscowieniem łączenia, nie będzie tego aż tak bardzo widać.

Krajobraz z filtrem połówkowym o miękkim przejściu
Tu był użyty delikatny filtr połówkowy o bardzo miękkim przejściu – zupełnie nie widać, gdzie się kończy

Jeśli z kolei w kadrze ma się znaleźć słońce tuż nad horyzontem, właściwy będzie filtr odwrotny (reverse) – najciemniejszy na środku, tam gdzie jest słońce, i rozjaśniający się ku górze, aby nie przyciemniać nadmiernie nieba. Do zdjęcia poniżej taki właśnie został użyty.

Filtry połówkowe szare można łączyć

Jeśli potrzebujemy większej mocy, można użyć dwóch. Daje się to zrobić, po prostu składając dwa razem, ale jak już wspominałam, jest to potrzebne bardzo rzadko. Pamiętajmy też, że im więcej szybek przed obiektywem, tym bardziej spada jakość obrazu.

Fotowyprawy Fotezja warsztaty fotograficzne wyjazdy

Filtr połówkowy szary jest niezbędny…

… tylko w jednym przypadku: gdy fotografujemy naprzeciwko słońca, w momencie wschodu lub zachodu. Dlaczego tak? Słońce wschodzące lub zachodzące porusza się zdumiewająco szybko. Każdy, kto obserwował to zjawisko, wie jak to jest: najpierw czekamy, czekamy… przez pół godziny słońce zniża się bardzo powolutku. A potem robi chlup! za horyzont – i już go nie ma. Sam moment zachodu, od dotknięcia horyzontu tarczą słoneczną po jej zniknięcie, to sekundy. Światło zmienia się błyskawicznie. Jeśli więc chcemy zrobić zdjęcie tej chwili, trzeba je zrobić szybko, na jednym naświetleniu, bo zanim zdążymy coś zmienić w parametrach, światło będzie już inne. I jeśli to zachodzące (wschodzące) słońce ma na zdjęciu być, to trzeba je przyciemnić filtrem połówkowym szarym, najlepiej odwrotnym (reverse). Najmniej problematyczne będzie to przy krajobrazach nadmorskich, bo tam horyzont na pewno jest płaski, więc żadna góra ani drzewo nam się nie zaczerni.

Jak używać filtrów połówkowych szarych
Tu został użyty filtr połówkowy szary reverse, czyli odwrotny. Całość kadru jest dobrze naświetlona, nic nie jest nienaturalnie przyciemnione.

A może bez filtra?

We wszystkich pozostałych przypadkach szybszym, prostszym i dającym lepszy efekt postępowaniem będzie użycie metody HDR: wykonanie w szybkiej serii kilku zdjęć o różnej ekspozycji (bracketing) i połączenie ich później w odpowiednim programie. Często również może się okazać, że tak naprawdę żadne wielkie kombinacje nie są potrzebne: wystarczy jedno zdjęcie, na którym nieba nie prześwietlimy, a później użyjemy na nim wirtualnego filtra połówkowego podczas wywoływania RAW-a. I jeszcze drobna uwaga: jeśli samego słońca w kadrze nie będzie, najprawdopodobniej cała scena zmieści nam się na jednym naświetleniu i żadne filtry połówkowe nie będą potrzebne. Pod tym linkiem jest szerszy artykuł o tym, co można zrobić zamiast filtra połówkowego szarego.

Ewa Prus

W fotografii najważniejsze są dwie rzeczy: pomysł i umiejętność jego realizacji. Wygląd samej sceny jest nieistotny – ważne jest natomiast to, jak ją widzi fotograf. Warto się nauczyć pokazywania swojej własnej wizji. Tego właśnie uczę od lat – na warsztatach, fotowyprawach, w książkach i na łamach miesięczników.
Więcej moich opinii można przeczytać na blogu EwaiPiotr.pl.

napisz komentarz

kliknij aby napisać komentarz