Edycja zdjęć

Photoshop: fałszywy profil barwny jako narzędzie edycji

Fałszywy profil barwny - trik obróbki w Photoshopie

Fałszywy profil barwny – problem, ale też… narzędzie

Po co komu profile w plikach zdjęciowych? No, jak to po co: żeby wyświetlacze poprawnie interpretowały kolory, żeby zdjęcia nie były ani sprane, ani przebarwione itp. Piszą o tym wszystkie podręczniki edycji koloru. Profil być musi i musi być poprawny. Ale jeśli mamy fałszywy profil barwny, to też można go wykorzystać twórczo.

 



 

Fałszywy… Oj tam, oj tam. Dzisiaj będzie o tym, że taki porządnie fałszywy profil barwny bywa lepszy niż taki grzeczny i prawdziwy. A pomysłem stworzenia tego wpisu natchnęła mnie moja ulubiona, superwygodna przeglądarka fotograficzna: FastStone Image Viewer, który oprócz normalnych funkcji ma też, jak się okazuje, kilka praktycznych bugów. Na przykład nie zawsze dobrze interpretuje profile…
A było to tak, od początku: na Santorini było słońce, światła i cienie (świateł więcej), ale były też rozwiane, cienkie chmury i w rezultacie dość blade niebo. Słońce odbijało się od białych ścian, wypłaszczając cienie. No ale to przecież nie jest powód, żeby nie fotografować. Gra form i kształtów warta była uwiecznienia. W rezultacie aparat wypluł, co następuje:

Kształty Santorini

Tryb LAB na ratunek

Jak widać, od tej bladzizny do obrazka na górze wpisu droga daleka, a w dodatku również kręta, bo jak tu skorygować, żeby nie zepsuć? Niebo powinno być niebieskie, a dzban w zasadzie brązowy bo gliniany, a tu jedno i drugie ma prawie taki sam kolor. Na takie przypadki mamy magiczne lekarstwo: tryb LAB, dostępny w Photoshopie pod Obraz | Tryb. No więc w tym LABie jedną krzywą koryguję ostrożnie jasność, drugą kolory na linii ciepłe-zimne (niebieski dla nieba, żółty dla dzbana), a trzeciej nie ruszam (ta trzecia jest do różowego i zielonego, tutaj niepotrzebna). Mocniejsze podkręcenie kontrastu jest oczywiście możliwe, ale efekt wygląda na przypalony, więc odpuszczam. Wstępnie dostałam zdjęcie jak poniżej. Wciąż w trybie LAB, zapisałam rezultat jako plik PSD (natywny format Photoshopa) do dalszej pracy później. A gdy go zobaczyłam w FastStonie, to… się zdziwiłam. FastStone generalnie poprawnie interpretuje pliki PSD i dziwne profile barwne, ale jednocześnie PSD i LAB – to go przerosło. I nie zgadniecie – rezultat tego przerostu to właśnie górne zdjęcie. Program potraktował LAB jako sRGB i ten fałszywy profil barwny dał całkiem niezły efekt.

Kształty Santorini

Tylko dla użytkowników Photoshopa

Posiadaczom Photoshopa (no niestety, nie wszystkim da się takie rzeczy robić…) proponuję ćwiczenie z fałszowania. W menu Edycja znajdziecie pozycję Przydziel profil (Edit | Assign Profile). Rozwinie się potężna lista dostępnych profili, z których niektóre są mocno egzotyczne. Poklikajcie sobie i zobaczcie, co jest możliwe jednym kliknięciem. Tylko jak już znajdziecie efekt, który zechcecie sobie zapisać i pochwalić się w sieci, to nie zapomnijcie jeszcze skonwertować rezultatu z powrotem do sRGB sąsiednim poleceniem Edycja | Konwertuj do profilu. Miłej zabawy!

 

 

Podobało się, chcesz więcej?

Zapisz się na nasz newsletter, żeby dostawać powiadomienia o nowych poradnikach, książkach fotograficznych, warsztatach i fotowyprawach! książka w prezencie Wszystkim fanom Fotezji chcielibyśmy zaoferować fotobooka „Siedem fotografii I”, czyli siedem autorskich fotografii pejzażowych i opis ich powstania, zawierający wskazane (na mapie!) miejsca oraz godziny wykonania zdjęć, a także opisujący decyzje i czynniki wpływające na finalny obraz. Omówione zostały parametry ekspozycji, dobór sprzętu, decyzje kompozycyjne, a także zastosowane techniki edycji komputerowej.

Aby zapisać się na listę mailingową i dostać tę inspirującą książeczkę, kliknij jej okładkę powyżej!

Ewa Prus

W fotografii najważniejsze są dwie rzeczy: pomysł i umiejętność jego realizacji. Wygląd samej sceny jest nieistotny – ważne jest natomiast to, jak ją widzi fotograf. Warto się nauczyć pokazywania swojej własnej wizji. Tego właśnie uczę od lat – na warsztatach, fotowyprawach, w książkach i na łamach miesięczników.
Więcej moich opinii można przeczytać na blogu EwaiPiotr.pl.

komentarz

Tu napisz swój komentarz